Oceń wpis
   

Wreszcie mamy Wieloletni Plan Finansowy. Rząd miał ogłosić go do końca lipca. Trzeciego sierpnia Tusk pod ramię z Rostowskim wyszli i powiedzieli: "tak, mamy plan". Publikacja przeciekła do mediów siódmego, w sobotę, na stronie MF wciąż jej nie widać. Super, świetnie, uwielbiam takie państwo, w którym złamanie ustawy przez najwyższą władzę wykonawczą - chyba jest tu jakaś sankcja - traktuje się jako "drobiazg".

Bo tak się składa, że ustawa o finansach publicznych zobowiązuje rząd do przedstawienia planu do 31 lipca. Nie do deklaracji: tak, już to napisaliśmy, tylko do opublikowania konkretnego dokumentu. To samo było - i jest - ze słynną "regułą wydatkową". Wiemy mniej więcej, jak ma ona wyglądać. Ale konkretów nie doczekaliśmy się do dziś. JAKICH wydatków będzie dotyczyć, jak mają stosować ją ministerstwa?

A w nowym Planie... nie ma nic. "Rząd zamierza" "poprawiać jakość usług świadczonych pacjentom", wdrożyć regułę wydatkową, o której wiemy od dawna, upowszechnić kasy fiskalne (co już zapowiedział), zwiększyć akcyzę - co mogliśmy już zobaczyć na stronach ministerstw.

Rząd zamierza.. ale właściwie CO? Poza komorowską ulgą na przejazdy studentów, planowane zmiany to czyste deklaracje: Mamy powtórzone po kilka razy: "niezbędne jest". Konkrety: zero.

Zdaje się, że plan na najbliższe cztery lata rząd wykonał już do tej pory, nie ma więc o czym pisać na przyszłość. To może, panowie, skoro wszystko zrobiliście, nie męczcie się dłużej i idźcie do domów?

 
 Oceń wpis
   

Które partie z obecnej sejmowej reprezentacji podnosiły, a które obniżały podatki?

Tak, socjalistyczne - czyli PiS i Lewica - obniżały, a liberalna PO podnosi. Potknie się na tym każdy z zagranicznych komentatorów naszej polityki.

Lewica obniżyła podatek dla firm. PiS, rękoma prof. Zyty Gilowskiej obniżył nam dwie daniny: podatek dochodowy i składkę rentową.  A także zapewnił  likwidację podatków spadkowych od najbliższych. Dziś wyklina go za to premier Tusk, twierdząc, że zmiany zrujnowały budżet i że PiS przerzucił na PO-wską władzę konsekwencje zmniejszenia wpływów budżetowych i niezrównoważenia budżetów 2009/2010.

Tusk mówi, jakby nie chciał pamiętać, że o obniżce PiS zdecydowało w 2007, w czasach prosperity, a budżet załamał się w 2009/2010 - w kryzysie. A, przepraszam, kryzysu w Polsce przecież nie ma, mamy "zieloną wyspę". Jednak premier zapomniał o ty i grzmi: To przez PiS dziura budżetowa, zawinił PiS-owski brak odpowiedzialności i zrzucanie skutków reform na kolejny rząd.  Te slogany są całkiem skuteczne, to nawet niezły marketing polityczny. Tak się jednak składa, że nie lubię marketingu, a szczególną niechęcią darzę właśnie ten opatrzony przymiotnikiem polityczny.

A mieliśmy go ostatnio aż nadto. Ekonomiści, w większości z gremium doradzającego premierowi, przygotowywali grunt pod wczorajsze obwieszczenie. Od ponad tygodnia media grzmiały: "Nie da się uniknąć podwyżki podatków", "Trzeba ratować budżet, trzeba podnieść podatki", etc. Oczywiście, specjaliści, kierują się wyłącznie przesłankami  "merytorycznymi", twierdząc, że poza podwyżką podatków nic już rząd zrobić nie może. Nie wątpię, jakżebym mogła -  nie jestem profesorem ekonomii, by stawać z nimi w szranki.

Liberalny rząd nie zaczyna reformy od zwiększania obciążeń podatkowych. To credo liberałów. Zaczyna od cięć. Wydatki w budżecie 2010 w stosunku do 2009 - wzrosły. Niewiele, bo zaledwie o 0,4 proc., jednak wobec tego, co słyszeliśmy już o drastycznych cięciach, można by się spodziewać czegoś zgoła innego. PO przed wyborami nie odważy się też na cięcia w systemie redystrybucji.

Tymczasem nasi sztandarowi liberałowie wydatki podnoszą, podobnie jak podatki. A przeciw podwyżce podatków ostro protestuje z kolei  Lewica i PiS. Posłowie PIS-u zresztą, niestety, protestują dość głupio, zdradzając, że nie bardzo wiedzą, jak funkcjonuje VAT. Ich notowania spadły u mnie po ostatnich wypowiedziach o katastrofalnych skutkach jednopunktowej podwyżki tego podatku. Lewica jest mądrze przeciwna, bo na wszelki wypadek nie mówi zbyt wiele.

Jestem - jak twierdzą koleżanki i koledzy - liberalna do oszołomstwa. Oskarżają mnie o sprzyjanie anachronicznemu, rzecz jasna, "dzikiemu" kapitalizmowi, standardowi złota, anarchokapitalizmowi i.. no, już większego zła nad anarchokapitalizm chyba nie ma . Co gorsza, oni mają rację. Moją prywatną tragedią pozostanie więc, że starając się żyć w zgodzie z własnymi poglądami, będę pewnie musiała zagłosować w najbliższych wyborach na Leszka Millera, czy innego jego awatara.

Pora umierać.

 
 Oceń wpis
   
Polacy wracają do kraju. Nie przejmując się spotami wyborczymi - tak samo pewnie, jak nie przejmowali się wcześniej wyborami. Chcą tu żyć. choć politycy niemal zgodnym (wyjątkowo) chórem starają się im "ten kraj" obrzydzić.

"O 12 proc. spadła liczba Polaków wyjeżdżających do pracy w Wielkiej Brytanii. Wg analiz brytyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 2006 roku do kraju wróciło ponad 10 tys. Polaków."

Tak właśnie umiera "kampania negatywna" - żeby ją obalić starczy jednego faktu. Nie będę już nawet rozpisywać się o "Listach do prezydenta" firmowanych przez LiD. Po tym ugrupowaniu wiele się nie spodziewałam. Jeśli zamierzają epatować "lekarzem, który na zmywaku w Anglii zarabia trzy razy tyle, co tutaj" - ich sprawa. Z pewnością bowiem tu na zmywaku zarobiłby mniej...

Ale kampanię PO "trafiono-zatopiono".

Emocjonalny spot z emigrującym do Dublina chłopcem, opuszczającym chorą matkę już do nas nie przemawia.

Wcześniej PO poległa już na liczbie ofiar wypadków drogowych.
 
PO liczy na cud 2007-10-06 23:04
 Oceń wpis
   
Po spocie PiS, zarzucającym Platformie "brak pomysłów na kampanię, brak pomysłów na rządzenie" PO "poszła w zaparte" i pokazała... spot o pustej lodówce!

Mamy w nim wszystko, o czym tylko dusza zamarzy. Pielęgniarka, najwyraźniej samotnie wychowująca dziecko, z którym, z biedy, musi sypiać na jednym tapczanie, zrywa się bladym świtem i sięga do pustej lodówki.
Chora matka żegna się z wyjeżdżającym do Irlandii synem. Po drodze - w znaczeniu zarówno dosłownym, jak i przenośnym - sugerują nam, że PiS odpowiada za śmierć "prawie 14 tysięcy ludzi" (ofiar wypadków drogowych).

To wszystko może się jednak zmienić!


"Już wkrótce Polacy zaczną wracać z emigracji. Będą nas leczyć dobrze zarabiający lekarze i pielęgniarki. Dobrze zarabiający policjanci będą pilnować naszego bezpieczeństwa. Przy bezpiecznych drogach wyrosną nowoczesne stadiony i pływalnie. Musimy tylko wygrać te wybory." - mówi Platforma.
Syn wraca z emigracji, matka pod opieką dobrze wynagradzanej pielęgniarki przeniosła się ze szpitalnego korytarza i ozdrowiała a pielęgniarka nagle zyskała męża. I dziecko ma własne łóżeczko.

PO, jako partia ambitna, nie poprzestaje na jednym cudzie- nastawia się od razu na dwa.


Pierwszym jest, oczywiście, taka jej wygrana w wyborach, która umożliwi dyktowanie warunków potencjalnym koalicjantom.

Drugim zaś - gdyby ten pierwszy się ziścił - zdolność do przełamania własnej niekompetencji? indolencji?
Projekty ustaw gospodarczych, które w tej kadencji zgłaszali wołały o pomstę do nieba. Projekt "ustawy o zawieszeniu działalności gospodarczej", sygnowany przez PO, skrytykować musiała nawet KIG (Krajowa Izba Gospodarcza), będąca "naturalnym" sojusznikiem tej partii..
Krajowa Izba Gospodarcza popiera idę wprowadzenia instytucji zawieszenia działalności gospodarczej, jednak poselski projekt ustawy o zawieszeniu wykonywania działalności gospodarczej naszym zdaniem jest wadliwy z punktu widzenia zachowania spójności systemu prawnego.

Projekt poselski zawiera również szereg błędów legislacyjnych. (...)
W opinii KIG całkowicie niespójne z obowiązującymi przepisami prawnymi są również zapisy Art. 5 projektu."
 
 Oceń wpis
   
Wszystkim moim ulubionym oszołomom, ze szczególnym uwzględnieniem LO XIV, dedykuję :)

Warta nie chciała ubezpieczyć gejowskiej imprezy. Cóż, jej prawo, pomyślałam naiwnie.
W końcu każdy może zawrzeć kontrakt, bądź odmówić jego zawarcia. A,otóż, okazuje się, że chyba nie?

"Dopiero kiedy naciskał - bo zgodnie z prawem ubezpieczyciel nie może odmówić obowiązkowego ubezpieczenia - przysłała ofertę. Ale w niej zażądała składki w wysokości 12,5 tys. euro. To tyle samo, ile wynosi kwota całego odszkodowania (zgodnie z rozporządzeniem ministra finansów minimalna kwota gwarantowana ubezpieczenia przy liczbie tysiąca uczestników)." - czytamy na gazeta.pl.
(podkreślenie moje - AZ)

I to jest, proszę Państwa, skandal...
Taki "zaufany publicznie" ubezpieczyciel to w końcu nie byle kto. Powinien wspierać aktualną linię - już nie partii - raczej prasy. Powinien grzecznie ubezpieczać, tych, których ubezpieczać należy. A o tych, którym się nie należy i tak nikt się nie upomni.

A, swoją drogą, obowiązek ubezpieczania imprez to też skandal... Ale to już na inny wpis.
 
Kłamstwo usankcjonowane 2007-05-12 01:35
 Oceń wpis
   
"Formalnie przestępstwo zaistniało, jednak jego wymiar społeczny nie jest znaczny i nie zachodzi potrzeba formułowania zarzutów - powiedział nam prokurator proszący o anonimowość."- powiedział o kłamstwie Kwaśniewskiego, byłego prezydenta RP, żeby nie było wątpliwości.
zobacz
Takiego kuriozum nie widziałam od dawna!
Gdy Osoba tzw. "zaufania publicznego" przed prokuratorem kłania się lekceważąco prawdzie i natychmiast wykonuje wdzięczne 'pas', byleby się z nią nie spotkać (przepraszam, trudno brać za dobrą monetę wyjaśnienia, że 'nie wiedział', że bez zaliczenia V roku nie może mieć wyższego wykształcenia..) i powtarza ten sam wdzięczny kontredans wobec całego, mającego go (niestety!) wybrać narodu, to, zdaniem prokuratury, nie wpływa na stosunek obywateli do prawa.
Dalejże, więc, prokurator pyta o majątek? Mam tylko malucha. Nazywa się, w sumie, mercedes, ale mały, więc w dobrej wierze mówiłem, że to maluch!
Wziąłem łapówkę? Skądże, to był prezent! Bądź mecenat. Bo ja, proszę państwa, taki artysta jestem.

Artystom wybaczamy wiele. Wiadomo: sztuka wymaga. Zaraz? Wymaga naprawdę czegoś więcej, niż normalna praca? A, jeśli nawet? Czy kogoś, kto sztukę łgarstwa doprowadził do artyzmu powinniśmy traktować lepiej, niż kogoś, kto do artyzmu doprowadził sztukę kradzieży kieszonkowych?

Byłoby śmieszne, gdyby nie było tak smutne.
 
 Oceń wpis
   
"Cała młodzież chce się uczyć, by w świecie tym piękniej móc żyć" - śpiewał Kuba Sienkiewicz za Jackiem Kleyffem, bodajże.
A teraz młodzież będzie się uczyć kręcenia "ósemek" na rowerze. Obowiązkowo. Z mocy ustawy.

Oto cytat z projektu nowelizacji:
"Wśród nowych rozwiązań należy wskazać nastę­pu­jące propozycje:

– zajęcia szkolne dla dzieci ubiegających się o kartę rowerową mają być obowiązkowe. Z tych zajęć mogą być zwolnione dzieci, których stan zdrowia nie pozwala na kierowanie rowerem (art. 40 ust. 1),

A co z dziećmi, które rowerów nie mają? obowiązek zakupu? obowiązek wyposażenia szkół? nie wiadomo... Jak zwykle.

No i będzie się nam młodsza młodzież, czyli dzieci w szkołach, uczyła OBOWIĄZKOWO na kartę rowerową. Chyba, że Sejm tego nie klepnie, ale wątpię. To wszak "dla dobra publicznego" - raz jeszcze cytując p. Kleyffa. Więc pewnie "Sejm, Sejm, wyrazi zgodę", po raz kolejny.

Oceniając dotychczasowe doświadczenia z wychowaniem komunikacyjnym realizowanym w szkołach podstawowych, możemy stwierdzić, że po począt­kowych sukcesach związanych z wprowadzeniem tego tematu do zajęć szkolnych nastąpiła swoista stagnacja spowodowana wieloma czynnikami, wśród których na pierwszym miejscu można wymienić brak przygotowania merytorycznego kadry nauczycielskiej.

Mając na uwadze powyższe okoliczności, w projekcie zaproponowano komplek­sową regulację tych zagadnień. - uzasadnia nową ustawę rząd.

Strasznieśmy się ostatnio zaniedbali, to fakt. Przez kilka lat karta rowerowa była nieobowiązkowa, to straszne!

Ale przy czytaniu tej ustawy możemy cofnąć się jeszcze dalej. Niemalże do czasów przewodniczącego Mao.


Z czym się Wam kojarzy reedukacja?

Zapewne z przymusową pracą. Nie ma się jednak czym martwić. Będziemy, tym razem, reedukowani tylko przez naukę. Dokładniej: przez naukę poprawnego parkowania.

Każdy, kto otrzyma 24 punkty karne (wciąż, na szczęście, chodzi tylko o przepisy o ruchu drogowym) będzie skierowany na kurs reedukacyjny.

Nowe propozycje to:

kierowanie osoby, która uzyskała 24 punkty karne, na kurs reedukacyjny zamiast, jak dotychczas, na egzamin sprawdzający jej kwalifikację (art. 97 ust.1I

 
Nie handluj z obcymi! 2007-02-09 20:02
 Oceń wpis
   
Tym razem nie o projektach ustaw. Tylko o ustawach już funkcjonujących. Dostajesz lub wystawiasz faktury zagraniczne? przeliczysz je po trzech różnych kursach: średnim kursie NBP z dnia księgowania, z ostatniego dnia roboczego przed uzyskaniem przychodu, oraz z dnia wystawienia faktury. Cudo, nieprawdaż?

 
 Oceń wpis
   
"Cytat: Biznesmeni" rodzimi i obcy szybko uwłaszczali się na majątku narodowym, następnie zajęli się przerzucaniem kosztów swojej działalności na społeczeństwo. Głosy rozsądku wskazujące na konieczność obrony przez państwo interesów Narodu były zbywane prześmiewczym: "nie kradnij, państwo nie znosi konkurencji". Miało to sugerować, że każda próba sprawowania przez Naród - a w jego imieniu przez państwo - suwerenności nad sferą gospodarczą jest nieuczciwa.
zobacz

Trochę sensu - trochę nonsensu. Uwłaszczanie się na majątku - owszem, było. Obrona narodowych interesów - zależy, jak realizowana ale ideę mogę poprzeć. Suwerenność państwa nad gospodarką - zgroza i niechybna porażka.

Dlaczego? Bo pełna władza nad gospodarką nie jest możliwa. "Gospodarka" jest efektem działań wszystkich jej uczestników. Sz.P Autor (Krzysztof Jasiński) zakłada więc tu władzę absolutną (boską, w swej istocie) - albo też nie ma pojęcia o znaczeniu używanych przez się słów.

Był kiedyś taki ładny komentarz na forum Money.pl: "Inflacja, spadać mi, ale już!"
Chyba Pan Krzysztof Jasiński chętnie krzyknąłby wraz.

"Sporym nieporozumieniem jest uznanie przez prawicę i w ogóle środowiska katolickie spraw ekologii za domenę lewicy." - w tym się z Panem Autorem zgodzę w pełni.
Nie chcę tu cytować całego tekstu, którego linia logiczna, przyznam szczerze, nie jest dla mnie do końca zrozumiała.
Podrzucę jeden tylko cytat, na zakończenie i już bez komentarza: "W świetle tego, co wyżej napisano, możemy stwierdzić, że "ekonomia" libertariańska jest wręcz zaprzeczeniem prawdziwej ekonomii, podobnie jak "wolny rynek" w kontekście tej teorii jest zaprzeczeniem wolnego rynku opisywanego przez Adama Smitha"
 
 Oceń wpis
   
Tak chyba należy interpretować artykuł: "Nie będzie pacjentów lepszych i gorszych" na portalu gazeta.pl.
"Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne nie będą miały wpływu na dostęp do leczenia - zapewnia Ministerstwo Zdrowia."

To po co je, niby, mam płacić? Chyba, że różnicujemy "dostęp do leczenia". Możemy mieć lepszy dostęp do lepszego leczenia (dodatkowe składki plus tzw. "opłaty nieformalne"), lepszy dostęp do zwykłego leczenia (lepsza składka), zwykły dostęp do lepszego (zwykła składka plus 'opłaty'), oraz zwykły do zwykłego...

PS: Wyrazy mojego ogromnego szacunku chcę przekazać przy okazji Lekarzom, którzy pomagali mnie, moim bliskim, moim obcym, wszystkim: za pieniądze lub bez nich, ale uczciwie.
 
1 | 2 |


Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:19
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Kłamstwo usankcjonowane
:)
 
2013-12-22 00:27
sw-elzbieta.com do wpisu:
PO liczy na cud
:)
 
2013-08-16 18:12
chwilowka do wpisu:
Rząd zapowiada: lepiej już było
Przypisują sobie sukcesy które byłyby niezależnie od nich.
 



 
Jestem dziennikarzem Money.pl - redaguję serwis dla małych i średnich firm www.msp.money.pl.
 



Kategorie Bloga
 
Polityka
 




Ulubione blogi
 
 



Archiwum Bloga
 
Rok 2010
 
Rok 2007
 
Rok 2006